Czy metale szlachetne mają szanse powrócić w tym roku do łask inwestorów?

12 czerwca 2013 autor: admin

złoto 02 300x228 Czy metale szlachetne mają szanse powrócić w tym roku do łask inwestorów?Pierwsze półrocze 2013 roku nie należało do metali szlachetnych. Kurs srebra zakrawa o roczne minima, choć przecież jeszcze w styczniu szybował ponad poziom 32 dolarów. Podobnie rzecz się ma ze złotem, które w okresie świąteczno-sylwestrowym ocierało się o granicę 1700 dolarów za uncję. Czy zatem rok 2013 będziemy musieli, w odniesieniu do metali szlachetnych, uznać za stracony?

Jeśli wierzyć ekspertom i przewidywaniom, z pewnością tak. Dziś mało który analityk jest się w stanie podpisać pod prognozą wskazującą już nawet nie na powrót hossy na złocie, ale choćby na jakiś bardziej zdecydowany kurs najcenniejszego kruszcu w górę. Swoje pięć groszy dokładają także ETF-y, pozbywając się złota na pniu. Kursu nie ratuje, bo ratować nie może, popyt na złotą biżuterię, czego skutkiem jest walka o utrzymanie się kursu powyżej poziomu 1350 dolarów.

Srebro przez małe „s”

Jeszcze gorsza jest sytuacja na rynku srebra, dla którego analitycy prognozują spadek kursu nawet w okolice 18 dolarów za uncję. Taka sytuacja jest niestety bardzo prawdopodobna, gdyż wobec silnych wzrostów na rynku akcji, srebro postrzegane jest coraz częściej jako metal przemysłowy, a nie walor, w który warto inwestować. Z drugiej jednak strony uczciwie trzeba przyznać, że znaczny spadek kursu poniżej 20 dolarów może być dobrym momentem do większych i nastawionych długoterminowo inwestycji.

Można pokusić się o analizę kursu srebra z ostatnich pięciu lat. Niewiele osób jeszcze pamięta, że w 2008 roku uncję można było kupić poniżej 9 dolarów. Był to dopiero początek globalnego kryzysu finansowego i srebrnej hossy – już trzy lata później srebro dobijało do trudno wyobrażalnego dziś poziomu 50 dolarów. Czy taka sytuacja może się powtórzyć teraz? Wszystko wskazuje na to, że minima na srebrnym kruszcu znajdują się mimo wszystko o wiele niżej niż dzisiejsza jego cena.

wykres nr 1 Czy metale szlachetne mają szanse powrócić w tym roku do łask inwestorów?

Kurs srebra w ciągu ostatnich pięciu lat (źródło: Bankier.pl)

Hossa musiała się przecież kiedyś skończyć

Skupmy się przez moment na rynku i na tym, jak kształtowały się ceny poszczególnych metali szlachetnych począwszy właśnie od kryzysu i giełdowych krachów, czyli roku 2008. Przez trzy lata, aż do kwietnia 2011 roku młodszy brat złota, srebro rozpędziło się do niespotykanych dotąd prędkości. Wykorzystało bowiem fatalny czas w globalnej gospodarce i załamanie na światowych giełdach. Kurs ocierał się o 50 dolarów za uncję, przypomnijmy, startując z poziomu poniżej 9. Ale hossa na srebrze to niewiele, w porównaniu z tym, co działo się na rynku złota. Wieloletni, rozpoczęty jeszcze długo przed 2008 rokiem wzrost kursu złota doprowadził do sytuacji, w której eksperci zastanawiali się nie czy, a kiedy uncja złota osiągnie absurdalną cenę 2.000 dolarów.

Wykres nr 2 Czy metale szlachetne mają szanse powrócić w tym roku do łask inwestorów?

Kurs złota w ciągu ostatnich pięciu lat (źródło: Bankier.pl)

Ale rok się jeszcze nie kończy, więc może…?

Do wielkich zakupów ruszyli już nie tylko drobni inwestorzy kupujący złote sztabki, ale przede wszystkim banki centralne największych krajów na świecie. Czy możliwe jest zatem, aby większość światowych analityków myliła się odnośnie najcenniejszego kruszcu i tego, jak zachowa się kurs złota w ciągu najbliższych miesięcy?

Złoto kupowane jest na całym świecie – od Chin i Indii, przez Rosję, aż po Turcję. Tylko jakoś w Polsce nie słychać, żeby NBP kupił złoto.

A co, jeśli część ekspertów się myliła i kwietniowe minima były dnem, od którego kurs złota odbił się bardziej zdecydowanie? Wtedy okaże się, że najlepsza okazja do sporych zakupów przeszła wielu inwestorom koło nosa i nadziei upatrywać będą oni w ewentualnym odwróceniu trendu na rynku akcji. Ale tego, póki co, na horyzoncie nie widać.

To, jak zachowa się kurs złota w najbliższym czasie, w dużej mierze zależy od danych płynących przede wszystkim z amerykańskiej gospodarki. W dalszym ciągu nie zapadły żadne wiążące decyzje odnośnie zakończenia procesu luzowania polityki monetarnej przez FED. Jeśli zakończyłby się on szybciej, niż pierwotnie zakładano, czyli jeszcze przed końcem roku, oznaczałoby to, że sytuacja stabilizuje się na dobre. Ale do tego niezbędna jest poprawa na rynku pracy, bo choć bezrobocie regularnie w USA spada, to wciąż jest jeszcze zbyt wysokie (7,5%). Analiza innych wskaźników (PKB, konsumpcja, liczba tworzonych miejsc pracy) ewidentnie wskazuje, że sytuacja za oceanem w niewielkim stopniu się poprawia. Jednak nie jest to już na tyle trwały proces, żebyśmy mogli ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że kryzys Amerykanie mają już za sobą i o wzroście ceny złota możemy zapomnieć.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych jest największą na świecie machiną, na którą spoglądają wszystkie kraje świata. A w Europie większość krajów UE radzi sobie słabo lub źle. A złoto, choć w promocyjnych obecnie cenach, z pewnością wróci jeszcze do łask inwestorów. Być może stanie się to o wiele szybciej, niż wydaje się to większości obserwatorom.

Źródło: rynekzlota24.pl

, , , , ,

Niskie ceny złota uruchomiły lawinę zakupów

23 kwietnia 2013 autor: admin

Niestety spełnił się największy koszmar inwestorów, który wybrani analitycy i media prowokowali od kilku lat – „koniec bańki na złocie”.  Od paru tygodni jesteśmy świadkami sporego spadku notowań kruszcu. 12 kwietnia cena najcenniejszego metalu szlachetnego spadła o 5%, a w poniedziałek 15 kwietnia ceny osunęły się aż o 9%. Spadek notowań złota i asekuracyjna postawa inwestorów spowodowały impas na giełdzie żółtego metalu, jednak w przypadku fizycznego handlu złotem podziałała odwrotnie, mianowicie popyt wzrósł.

Klienci obserwujący trwającą kilka miesięcy tendencję spadkową cen złota, wykorzystują obecną sytuację na dokonanie zakupów i nie są to tylko nowi klienci, ale również Ci, którzy już inwestowali w złoto w zeszłym roku i dwa lata wcześniej przy znacznie wyższych poziomach cenowych.

Skoro zainteresowanie klientów złotem w wyniku przeceny kursu tak bardzo wzrosło, to równie szybko powinno nastąpić odbicie cen i kurs złota powinien szybko wzrastać. Niestety tak się nie dzieje, odnotowuje się jedynie wzrosty cen o 0,5-1,5%. Dlaczego tak mało? – wynika to z faktu, że złoto notowane na giełdach oderwało się od rynku fizycznego i wielokrotnie go przewyższyło. W sam tylko „czarny” poniedziałek obrót na największej giełdzie kontraktów terminowych na złoto Comex wyniósł ponad 2100 ton, co stanowi rekord dla tej giełdy i wynosi mniej więcej tyle, co roczna łączna sprzedaż złota inwestycyjnego osobom prywatnym, instytucjom oraz bankom centralnym. Stanowi to niewiele mniej, niż całe roczne wydobycie złota wynoszące 2600 ton. Na początku tego stulecia obrót roczny na giełdzie Comex wynosił około 10-krotność rocznego wydobycia złota. Natomiast od końca ubiegłej dekady wielkość ta wzrosła już do około 50-krotności rocznego wydobycia. Równocześnie też zapasy fizycznego złota na giełdzie Comex, które rosły wraz ze wzrostem obrotu do 2010 roku, od nowej dekady zaczęły maleć, a w roku 2013 spadek ten nabrał bardzo dynamicznego tempa. Obecnie wynoszą zaledwie 2500 ton (9 milionów uncji), czyli niewielki procent obrotu odbywającego się na giełdzie.

wykres21 300x251 Niskie ceny złota uruchomiły lawinę zakupów

Spadek zapasów złota wynika z faktu braku zaufania do rynków i instytucji finansowych. Niedawny przypadek Cypru pokazał jak niewiele mogą być warte nasze papierowe oszczędności. Natomiast złoto stanowi jedyną pewną walutę, którą zawsze można wymienić na inne dobra. Oczywiście pod warunkiem, że mamy je w formie fizycznej. Opinię tę podziela m.in. niemiecki bank centralny – Bundesbank, który poprosił Stany Zjednoczone o możliwość audytu przechowywanego w Rezerwie Federalnej (banku centralnym USA) zapasu złota w wysokości 1500 ton. Odpowiedź Amerykanów była odmowna, w efekcie czego Niemcy stwierdzili, że w takim wypadku żądają zwrotu swojego złota. Najbardziej jednak szokujący w tym wszystkim jest termin zwrotu – rok 2020. Zastanawiający jest fakt, że nie da się tego zrobić wcześniej.

W tym aspekcie widzimy, że złoto w formie fizycznej wcale nie jest bańką spekulacyjną. Mało tego, gdy w końcu ktoś spróbuje się doliczyć ile faktycznie jest tego fizycznego złota, a ile zostało sprzedane w formie bezwartościowych papierów to prawdopodobnie cena fizycznego złota poszybuje w górę.

Należy  jednak pamiętać, by złota nie traktować wyłącznie jako formę inwestycji. W większej mierze złoto stanowi nasze ubezpieczenie na wypadek gorszych czasów oraz zabezpieczenie przed inflacją i bezmyślnym drukiem papierowego pieniądza. Dodruk pieniądza spowodował, iż indeksy giełdy amerykańskiej osiągnęły swoje historyczne maksima. Nie oznacza to wcale, że kryzys się skończył  i mamy przed sobą świetlaną przyszłość, wręcz przeciwnie, mamy bańkę spekulacyjną na większości aktywów, spowodowaną zbyt dużą ilością papierowego pieniądza na rynku oraz rosnącym zadłużeniem z tego tytułu na świecie. A żółty kruszec stanowi jedyne zabezpieczenie, które nas uchroni przed pęknięciem tej bańki. Wiedzą o tym banki centralne poszczególnych krajów, które kupiły w zeszłym roku rekordowe ponad 500 ton fizycznego złota. Na szczęście wiedzę tę posiadają także świadomi prywatni inwestorzy, którzy wykorzystują momenty spadku cen na uzupełnienie swoich zapasów szlachetnego kruszcu.

Źródło: gielda-inwestora.pl

, , , , , ,